II TE z bagażami przez błoto, aż do Warszawy
18
gru
Wpierw miał być sam teatr, jednak po głębszych przemyśleniach doszliśmy do wniosku, że to koszt nieopłacalny, jak na jednodniową wycieczkę, tak więc postanowiliśmy przedłużyć nasz wyjazd. Aby dozbierać nieco do wycieczki przez kilka dni organizowaliśmy przeróżne kiermasze, od ciast przez babeczki aż do przepysznych gofrów. Niechcący mogliśmy sprawić, że niektórym nieco poszło to tu i ówdzie, za co z głębi serc przepraszamy.
Po zebraniu funduszy i nieco opornym dopięciu wszystkiego na ostatni guzik, co nie obyło się niestety bez zszarganych nerwów i skoków ciśnienia u niektórych osób, nadszedł wreszcie dzień wyjazdu pod wodzą naszych opiekunek, p. Katarzyny Jałoszyńskiej i p. wicedyrektor Bogumiły Bondarczuk. Szkoda jednak, że parę osób wykruszyło się w trakcie ustalania listy uczestników.
Ten, jakże piękny, deszczowy dzień zaczął się najzwyczajniej w świecie dla jak mniemam wszystkich z nas. O ustalonej godzinie siódmej trzydzieści, dnia dwudziestego piątego października prawie wszyscy, choć niektórzy nieco spóźnieni stawiliśmy się na zbiórkę na dworcu PKP w Lęborku. Byliśmy lekko zestresowani, bo nie wiedzieliśmy co może nas spotkać w „Wielkim Mieście”.
Z lekkim ( 5 godzinnym) poślizgiem dotarliśmy do celu wycieczki. Cali mokrzy i mocno zmęczeni poszliśmy do hostelu. Z hostelu ruszyliśmy do teatru, który był głównym powodem naszego wyjazdu. Trafiliśmy tam z pomocą dwóch miłych panów, który bardzo nam pomogli. Po udanym spektaklu zrobiliśmy sobie fotkę z aktorami, wśród, których byli: Walduś z „Świata według Kiepskich”, Kinga z „M jak Miłość” i Marysia z „ Pierwszej miłości”.
Po małych zakupach, już spokojnym krokiem wróciliśmy do hostelu, gdzie po kolacji i doprowadzeniu się do względnego porządku padliśmy jak małe dzieci, po całym dniu zabaw.
Następnego dnia, z samego rana, skoczyłam wraz z dwoma koleżankami po tort dla naszego klasowego kolegi, który w tym dniu obchodził swoje siedemnaste urodziny. Po tym całą klasą wsiedliśmy w pociąg WKD i skierowaliśmy nasze kroki ku pałacowi Kultury i Nauki, albo, jak to określiła jedna z dziewczyn „Takiej dużej rakiecie w środku miasta”. Po tym, jak pani Jałoszyńska załatwiła nam, z pewnym bardzo miłym i pomocnym Panem, wejście znaleźliśmy się na Targach Franczyzy, gdzie osoby planujące otworzenie działalności gospodarczej mogły zaczerpnąć inspiracji lub nawiązać współpracę z przedsiębiorcami, którzy już zdołali wybić się na danym rynku. Spróbowaliśmy pyszne tajskie lody, które zostały zrobione na naszych oczach oraz łechcące nasze podniebienia, pierożki prosto z pieca. Porozmawialiśmy z przedsiębiorcami, którzy z miłą chęcią i wielkim zapałem objaśnili nam istotę franczyzy, a także opowiedzieli o swoich początkach.
Po targach, a później szybkim obiedzie, wraz z pomocą córki pani wicedyrektor, pani Beaty, która użyczyła nam pomocnej dłoni i pomogła poruszać się po mieście, wyruszyliśmy do Łazienek Królewskich, gdzie tradycyjnie zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie pod Pomnikiem Fryderyka Chopina. Po miłym spacerze nasza trasa poprowadziła nas do Muzeum Powstania Warszawskiego. Pan przewodnik z wielką pasją, przy okazji nie zanudzając nas na śmierć, opowiedział nam dzieje tego ważnego wydarzenia, dodając szczegóły, których nie usłyszymy w szkole na lekcjach historii. Tak więc po kilku wzruszeniach i „prawie” wylanych łzach zostaliśmy „wygonieni” z muzeum przez Pana Strażnika, który musiał już niestety zamykać. Dodam tylko, że nie licząc pracowników wyszliśmy stamtąd jako ostatni.
Po muzeum skoczyliśmy na szybką przekąskę do Złotych Tarasów, a następnie z powrotem do hostelu, gdzie zapaliliśmy świeczki na torcie i odśpiewaliśmy „Sto lat” naszemu niczego nie świadomemu koledze. Przy okazji zebraliśmy lekkie pretensje od Pana Gburka, ale to mało istotny fakt.
Ostatni dzień naszego wyjazdu, pomijając śniadanie, zaczęliśmy od zaniesienia naszych bagaży do przechowalni na Dworcu Centralny, po czym poszliśmy na Taras Widokowy w Pałacu Kultury. Po zrobieniu paru fotek i pooglądaniu panoramy Warszawy pojechaliśmy, z „wielkim zapałem” na Stare Miasto, gdzie pewien bardzo miły turysta zrobił nam zdjęcie pod Kolumną Zygmunta.
Później, jak to na klasę ekonomiczną przystało po namowach pań opiekunek bardzo „chętnie” zahaczyliśmy o Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, gdzie mieliśmy okazję skrzyżować nasze ścieżki z zawodowymi maklerami.
Punktem kulminacyjnym naszego wyjazdu były zakupy w Złotych Tarasach, które pozwoliły każdemu rzucić się w wir zakupów.
Na koniec pozostało nam tylko odebranie bagaży i udanie się w drogę powrotną, tym razem już bez żadnych problemów, do naszego kochanego Lęborka. Tak więc spędziliśmy naszą wycieczkę i choć niektórzy złapali lekkie przeziębienie, to było warto, ponieważ spędziliśmy wspólnie niezapomniane chwile, które będziemy wspominać zawsze z uśmiechem na ustach.
Artykuł autorstwa: Alicji Zakrzewskiej i Sylwii Mielewczyk

















